2008-10-31 22:31:17 >> ...Nowe życie...

czuje się jakbym dostał nową szanse od Boga na nowe życie...odrodziłem się...wszystko potoczyło się dość szybko..czuje jakby to było dziś......     

całe to moje dotychczasowe życie mógłym porownać do tekstów Dżemu, ale byłoby to zbyt banalne (bez obrazy dla ambitnych i jakże pieknych tekstów jednej z moich ulubionych kapcia poszedł cyrkiel..)...każde z nas na swój czy inny sposob przeżywa swoje życie dzieląc je na chwile płaczu, smutku i na te cieple i te jakże miłe chwile. Kazdemu z nas czasami odechciewa się żyć, najcześciej wtedy kiedy spotyka nas coś z czym nie dajemy sobie rady, lecz z drugiej strony coś zawsze każe nam "grać" dalej...spróbować jeszcze raz...takie i było moje życie...jakże znienawidzona podstawówka - przez ogólny brak tolerancji...od tego się zaczęło...nie chciałem taki być, taki jak inni...nie aby robić komuś na zlość lecz, dlatego, ze taki byłem nie słuchałem pop'owej muzyki tylko rocka i rocka i rocka i....i powszechnie byłem traktowanynjak dziwak...z początku strasznie się tym przejmowałem, lecz później miełem to głęboko w dupie...w tamych czasach nie myślałem wogóle o związku. Byłem "wolny" spędzając dzień grając w piłke, grając na pianinie i czytając głupie książki, staare dobre czasy...człowiek miał głęboko gdzieś dzień jutrzejszy, żył dniem dzisiejszym...W ostatnim roku szkoły podstawowej (właściwie to w jego połowie) mój ojciec musiał pojechac na operacje i pozostał w szpitalu na chemioterapii. Był to czas kiedy naprawde go potrzebowałem, no ale sie nie dałe z przyczyn niezależnych. Zawsze chciał abym po ukończeniu podstawówki poszedł do liceum. Cóż, nie chciałem go zawieść tym bardziej, iż wiedziałem, ze przyjedzie na wyniki...i tak też się stało Trafiłem do jednego z lepszych liceów w mieście, na profil jaki chciałem i zaczął się kolejny etap. Nawet do nauki podchodziełm inaczej i zacząłem myśleć o związku. Hehe pamietm do tej pory jak poznałem pierwszą dziewczyne i jak bardzo mi zależalo...no i nie poszło...szczerze przyznam moja wina. Byłem cienki w te klocki i nie wiedziałem czego może oczekiwac ode mnie dziewczyna i na co ja mogę sobie pozwolić. Ba, aby było śmieszniej to po wszystkim zacząłem po Niej rozpaczać i nawet do użycia poszedł cyrkiel)...Całe liceum myślałem o tym aby się ustatkować w nauce w związku i ogólnie ze wszystkim. O dziwo wiedziałem co będe robił po liceum będąc juz w 2 klasie (czyli 2 lata przed maturą)...na swojej drodze spotkałem jeszcze dwie dziewczyny. Jedna z nich po 2 tygodniach i po jakże mało ambitnym tekscie, ze to ona nie powiedziala o nas rodzicom zerwała ze mną. Cieszyłem sie jak dziecko, ale jeśli chodzi i drugą. No cóż tu sprawa miała się inaczej...byliśmy ze sobą dobre 5 lat, b nawet sie zaręczyliśmy ale to nie ważne...po kolei...zacząłem z Nią być w 3 klasie. Było fajnie, nie mieliśmy żadnych problemów ze zrozumienim się itd...Ja ukończyłem liceum a ona miała jeszcze rok. POszedłem na studia. Chciałem zostać nauczycielem muzy a w przyszłości jeszcze matmy...i tu zaczęły się pierwsze schody. Na studia dostalem się bez problemu. Wysłali mnie do Poznania na imatrykulacje, gdy wróciełm do siebie z indeksem w dłoni, dziewczyna ze mną zerwała. Przyznam szczerze, że świat legl mi wtedy w gruzach bo byliśmy ze soba juz 2 lata..Olałem studia, no i mnie wyrzucili. Coprawda probowalem, ale nie udało sie z pedagogiką...stwierdzili, że nie mam podejscią nauczyciela. Okazało sie, ze moja metoda uczenia nie jest dobra. Po nieudanym roku wrocila do mnie tamta dziewczyna. Miałem juz do niej uprzedzenie, wiedziałem co może mi zrobić więc z początku nie ufalem jej do końca. Zacząłem studiować zarządzanie, jednakże na studiach stwierdzili, że mój poziom wiedzy socjologii jest na tyle znikomy, że dano sobie spokój z moją osobą. Podjąłem pracę, którą po niedlugim czasie stracilem gdyż sklep w którym pracowałem długo nie pociągnął...moja dziewczyna tego nie wytrzymała...byliśmy juz wtedy narzeczeństwem. Traktowała mnie jak śmiecia przez ostatni rok wazniejsi dla Niej byli przyjaciele, z którymi potrafiła spędzać cały swój wolny czas. Podjąłem decyzje. Skończyło się...w dniu kiedy to nastąpiło byłem tego pewny i tak zostalo do dziś. O dziwo, przez caly ten czas moja pierwsza dziewczyna utrzymywała ze mną kontakt. Kasia - bo tak ma imię - pisała, dzwoniła i gadała ze mną. Potrafiliśmy gadać o wszystkim, ona miała chłopaka ja byłem z dziewvczyną a i tak byliśmy dobrymi znajomymi by nie powiedzieć przyjaciołmi. Ahh właśnie...co do przyjaciół. Nigdy nie wierzyłem, że będe mial ich wielu i nie zostałem mile zaskoczony. Przewijało sie wielu pseudo przyjacioł lecz do dzis mam tylko paru takich prawdziwych. Juz nie raz im to mowiłem, pisałem ale Mizu, Dai i Esh bez świat byłby niczym tyko bezdenną pustką. Mizu Tobie zawdzięczam najwięcej. Nie wiem jak Ty wytrzymałas te nasze wspólne popijawy, odchyły, telefony po pojaku, wspólne filmy etc wiem tylko , że na zawsze masz miejsce w moich serduchu...Minęło trochę czas. Zdąrzyłem zrobic technika z informatyki i podjąc pracę w firmie. pamiętam jak dziś jak na rozmowe kwalifikacyjną pzyszła moja była narzeczona. Jak mnei zobaczyła tak zdębiała a ja...cóż powiedziałem, że nie mogę byc na jej rozmowie i wysłałem kogos innego. Nie chciałem aby miała do mnie później jakies pretensje jak nie zostanie przyjęta. Miały kolejne miesiace z przyjaciółmi. W końcu któregoś slonecznego dnia spotkałem sie z Kasią i tak po wielu piwkach i wspólnie przegadanych godzinach postanowiliśmy spróbować szcęścia po raz drugi po 7-iu latach. Ona juz nie była ze swoim chłopakiem a ja też byłem samotny. Przedstawiłem swoim przyjaciołom Kasię, przypadła do gustu wwszystkim. Spotykaliśmy się, dzwoniliśmy, pisaliśmy i tak minął rok...ja dostałem stypendium i wysłano mnie do Poznania. Podjąłem studia zaocznie bo przecież u siebie w mieście pracuje. Cały czas chcialem ustatkować sie. Znów miałem okazje do tego aby wszystko przemyśleć i podjąć konkretne decyzje. Postanowiłem, że się ożenie. To nie była pochopna decyzjam albo ot tak dla zabawy aby było ciekawiej lecz naprawde przemyślana. 25.10.2008 dokonałem tego o czym mażyłem dobre 8 lat temu - ożenielem sie z Kasią. Wierzę w to, ze każdy dzień będzie lepszy od poprzedniego, że cały czas będziemy dażyć sie miłością jak do tej pory.

Ot i całe moje życie...czasami mam takie odchyły i robie pewne rzeczy o których tylko ja wiem...ale większość z nich opisuje...po to wlasnie to jest...

...Reckoning night...


skomentuj (2)

 



orinnblog

ksiega gosci

2008
październik